Historia szkoły

1970 , Szkoła podstawowa w Radulach. Wówczas nosiła imię Żołnierza Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Fot. K. Niemiec. Tygodnik "W Służbie Ojczyzny", nr 22/70.
1970 , Szkoła podstawowa w Radulach. Wtedy nosiła imię Żołnierza Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Fot. K. Niemiec. Tygodnik „W Służbie Ojczyzny”, nr 22/70.

Historia szkoły rozpoczyna się jeszcze przed wojną – uczono się tutaj już po zakończeniu I wojny światowej. Nie myślcie jednak, że dzieci cieszyły się wtedy nauką w jakimś nowoczesnym i dobrze wyposażonym w pomoce naukowe i inny sprzęt placówce. Wtedy nawet nie było tu żadnej placówki. Jak więc nauczyciele przekazywali wiedzę, a uczniowie ją przyswajali? Może pod gołym niebem? Nie, tak źle nie było. Uczniowie schodzili się do wynajmowanych budynków i tam zdobywali wiedzę. Wkrótce powstał budynek na placu szkolnym przy szosie, jak podają kroniki. Nic nie wiemy o jego wyglądzie, ani o konkretnym miejscu, w którym stał. Jego czas nie trwał jednak długo, bo nadeszła II wojna światowa.

W roku 1941 hitlerowcy spalili i doszczętnie zniszczyli szkolny budynek wraz z całym wyposażeniem. Zaowocowało to przymusowymi dłuższymi wakacjami; dla dziatwy szkolnej – jak wtedy pieszczotliwie zwano uczniów- aż do roku 1944. W tym czasie przez nasze tereny przemaszerowały wojska sowieckie i zmusiły do opuszczenia ich przez Niemców. Zaczął się nowy etap w dziejach szkoły.

Pierwszą kierowniczką dawnej szkoły była Joanna Kozłowska. Zorganizowała ona szkołę i uczyła w niej klasę IV. Co prawda w niedługim czasie tę skromną, jednoosobową kadrę nauczycielską zasilił nowy nauczyciel, Mieczysław Dworakowski, lecz przecież liczba nauczycieli jak też warunki szkolne ( trzeba wspomnieć, że po wojnie znowu wynajmowano izby, od różnych ludzi aby nauczać w nich), nie pozwalały nazwać stanu rzeczy Szkołą z Prawdziwego Zdarzenia.

Nowy budynek szkolny rozpoczęto budować 1 lipca 1947 roku. W grudniu tego roku, naukę kontynuuje się już w nowej placówce. Był to przywieziony do Radul i tu zmontowany poniemiecki barak. Warunki panujące w nowej szkole były nie najlepsze. Były tam jedynie cztery sale klasowe ( jedna z nich była zarazem salą rekreacyjną) i kuchnia, a za korytarz służyło stosunkowo wąskie przejście, którego szerokość nie przekraczała dwóch metrów. Brakowało wszelakich pomocy szkolnych. Lekcje wychowania fizycznego musiały z konieczności odbywać się na świeżym powietrzu, a zimą… było tak jak na to pozwalały warunki. Albo dzieci gimnastykowały się na wąskim korytarzu albo na podwórku… lepiły bałwana. O przyjemnościach typu jazda na nartach można było zapomnieć, bo nie było nart.

Kilkadziesiąt lat temu życie szkolne nie ustawało po ostatnim dzwonku. Po zajęciach wiele dzieci zostawało w szkole. Działały liczne koła zainteresowań. Działał tu Związek Młodzieży Wiejskiej, istniał chór, który prowadziła pani Matuszak, razem spotykali się harcerze, działały koła: polonistyczne, matematyczne, plastyczne. Zawiązało się też Koło Odbudowy Warszawy. Ostatni uczeń opuszczał budynek późnym popołudniem.

W starym baraku kwitło więc jak widać, prawdziwe życie kulturalne. Organizowano imprezy z różnych okazji takich jak Choinka, czy Nowy Rok. Zawsze wieńczyły je szkolne zabawy, które w przypadku organizowania ich w ciepłe miesiące, trwały aż do wieczora. Czasem aż do godziny 21.00. O muzykę podczas tych zabaw dbali zawsze uczniowie, grając na instrumentach. Wystawiano przedstawienia z różnych okazji, z których dochód przeznaczano na różne cele, a najbiedniejszych uczniów wpuszczano za darmo.

Z okazji zakończenia roku szkolnego wyjeżdżano na wycieczki. A to do Warszawy, a to nad morze. W 1966 roku w ramach akcji „1000 szkół na Tysiąclecie” oddany został obecny budynek szkoły. Otworzył on nowy rozdział w jej dziejach…